...uciekała. Przebierała nogami najszybciej jak tylko mogła. Słyszała miliardy kroków, wszystkie te potwory kroczyły za nią. Goniły ją. Chciały rozszarpać jej ciało, wbić w nie swoje zęby i pożreć ją. Musiała uciec najszybciej jak się dało. Znaleźć kryjówkę i poczekać, aż zapomną i sobie pójdą. Ale gdzie ma uciekać? Wszędzie widziała tylko rozmazane przez łzy obrazy. Przecież jeszcze chwilę temu była w tamtym budynku razem z Harriet i Ronie, co się do cholery stało, że się rozdzieliły?! To była tylko chwila...
Była już tak zmęczona ucieczką przed tymi stworami, że zaczęła się potykać o własne nogi. Traciła równowagę i miała wrażenie, że jeszcze tylko chwila a się przewróci. Pot lał jej cię po czole i zalewał jej twarz mieszając się z łzami. Przez nieuwagę przewróciła się i poturlała kawałek po betonie. Jeden z żywych trupów rzucił się na nią, szczerząc przy tym swoje brudne, zakrwawione zęby. Zaczął się po niej łapczywie rzucać próbując ją ugryźć. Broniła się ostatkami sił, rękami utrzymywała go kilka centymetrów nad swoją twarzą. Miała nadzieję, że zaraz go zepchnie, wstanie i kontynuuje ucieczkę, ale im bardziej jego kłapiąca szczęka zbliżała się do niej tym szybciej ją traciła. I wtedy ,jak grom z jasnego nieba, usłyszała strzał. Na jej twarz prysło odrobinę krwi, a potwór zamarł w bezruchu. Ktoś kopnął go i zrzucił z dziewczyna. Wtedy mogła z łatwością ocenić kim był ten ktoś. To był Daryl!
Była niewiarygodnie szczęśliwa, że go tu spotkała. Przeżyła. I to dzięki niemu. Podał jej rękę i pomógł jej się podnieść. Kiedy stała już na nogach pociągnęła go za rękę i zaczęli biec.
-Schowajmy się tam!-zawołał wskazując na szkołę stojącą niedaleko. Przytaknęła tylko głową i przyspieszyli. Te stwory były coraz to bliżej i musieli się naprawdę spieszyć. Wbiegli na schody szkoły, które były dość długie i z wielkim zmęczeniem wspinali się po nich. Daryl dopadł drzwi jako pierwszy i szeroko je otworzył wchodząc do środka. Meg dostrzegła wtedy, że na klamce jest kłódka. Jeśli wejdzie do środka i nikt nie zamknie drzwi na kłódkę po drugiej stronie zginą na pewno. A więc... musiała się poświęcić. Po chwili stała przy drzwiach. Ale nie weszła. Złapała za łańcuch i kłódkę i zamknęła go w środku. Spojrzał na nią zaskoczona, a potem zaczął walić w drzwi, pchać je i próbować otworzyć. Jednak wszystkie jego starania były daremne. Stanął bezsilnie naprzeciw drzwi patrząc tylko przez szybę na twarz Meg. Nie mógł nic zrobić. A oni byli coraz bliżej. Za chwilę mieli wbić swoje ohydne zęby w jej ręce, nogi, brzuch, szyję... w jej cudowną twarz. Nie! Dlaczego na to pozwolił?! Znowu zaczął uderzać pięściami w drzwi. I wtedy to się stało...
Jeden z tych potworów pochwycił jej lewą rękę i ugryzł ją. Ona nawet nie krzyknęła. Stała i wpatrywała się w niego. Jego dłonie trzęsły się, nie mógł tego opanować. Po jego policzkach leciały łzy. I mimo, że chciał na to nie patrzeć nie potrafił odwrócić wzroku od tej strasznej sceny. W końcu podbiegło trzech innych i także wbiło się zębiskami w jej delikatne ciało. Zaczęli ją rozszarpywać. Jakby była kawałkiem mięsa.
Prawą rękę, która jako jedyna była nienaruszona, przyłożyła do szyby. Daryl uczynił to samo. Czuł, jakby mimo wszystko mógł jej dotknąć. Jakby trzymał ją za rękę. Spojrzał na jej usta, które drgnęły. Po jej brodzie pociekła stróżka krwi. Poruszała ustami układając jakieś zdanie, ale przez te drzwi i tą szybę nie mógł rozszyfrować co mówi. Jednak spodziewał się co powiedziała.
-Ja ciebie też kocham...-odpowiedział. Był pewien, że nie usłyszała. Kiedy wgryźli jej się w twarz rozpłakał się, a kiedy jej prawa dłoń zaczęła odrywać się od szyby oparł o nią czoło. Płakał głośno. Pięścią co chwile walił w drzwi, chciał ich wszystkich pozabijać za to co zrobili. Ale nie mógł. Był tu uwięziony. A kiedy ona cała zniknęła w tłumie stworów nadal przez nich pożerana wiedział, że to koniec.
Ona nie żyję.
Zginęła.
Przez Zetów...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz